Ogród na salonach. Święto Kwiatów w Pałacu Prymasowskim

(fot. Anna Wójcik-Brzezińska)

Kwiaty, owoce i warzywa zajęły pałacowe komnaty. Wystawa „Symbole natury w sztuce ludowej” pokazała, jak wiele z ogrodu przeniknęło do haftów, wycinanek i rzeźb. Jej uczestnicy dopowiedzieli własne historie: o sadzie, przy którym dorastają kolejne pokolenia, o miłości znalezionej w zespole ludowym i o kolorach, które zmieniają się wraz z miejscem życia.

Zanim przecięto wstęgę, był chleb i sól. Gości otwarcia wystawy powitali Mirosława i Jerzy Papiernikowie, sadownicy z Ostrowca koło Łowicza, tegoroczni starostowie ekspozycji.

– Niech więc zawsze będzie co podziwiać, czym się dzielić i za co dziękować – zabrzmiało podczas powitania.

Dyrektor Instytutu Ogrodnictwa – PIB, dr inż. Krzysztof Rutkowski, przypomniał, że gospodarze uroczystości są związani ze skierniewicką nauką od ponad pół wieku.

– Starostami wystawy są zaprzyjaźnieni sadownicy ziemi łowickiej – mówił, dziękując im za wieloletnią współpracę z instytutami.

Jerzy Papiernik pamięta jej początki. Były wczesne lata 70., uprawiali jeszcze cebulę. Sad pojawił się później. Potem przyszło wspólne gospodarowanie z żoną, wychowanie czworga dzieci i doczekanie się dziesięciorga wnuków. Właśnie rodzinę uważa za największy sukces. Z dumą opowiada, że dzieci zdobyły wykształcenie, wyjeżdżały za granicę, a jednak wszystkie wróciły do Polski.

Jego przywiązanie do miejsca ma bardzo praktyczny wymiar.

– Tu się pracuje, tu się płaci podatki, tu się rodzą wnuczki – wylicza.

Mirosława Papiernik dopowiada historię rodziny tańcem. W „Boczkach Chełmońskich” występowały ich dzieci, teraz tradycję przejmują wnuki. Zespół okazał się także miejscem, w którym powstawały małżeństwa. Ich córki bliźniaczki poznały tam przyszłych mężów.

W tej rodzinnej opowieści łowicki strój należy do wspólnego życia. Zakłada się go, żeby tańczyć, występować i spotykać ludzi. Przywiązanie do tradycji przechodzi dalej razem z tymi doświadczeniami.

Podobnie osobisty jest świat Elżbiety Świderek. W Pałacu Prymasowskim znalazły się jej rzeźby, kapliczki i przedstawienia Matki Boskiej. Artystka przyznaje, że w takim otoczeniu własne prace ogląda się inaczej niż na domowej półce.

– Jestem bardzo zaszczycona tą wystawą – mówi.

Jej rzeźby przyciągają barwami. Są w nich kwiaty, łowickie stroje, upodobanie do koloru.

– Kocham te kwiaty i te wszystkie kolory – tłumaczy Świderek. – Staram się w tych swoich rzeźbach właśnie umieszczać te stroje łowickie, kwiaty, kolory.

Rzeźbił już jej ojciec. Ona jednak znalazła własną paletę. Opowiada, że po przeprowadzce do Skierniewic zaczęła tworzyć w innej tradycji i innych kolorach. Rodzinne dziedzictwo zmieniło się pod wpływem nowego miejsca. W jej pracach można zobaczyć, jak tradycja zyskuje kolejną, osobistą wersję.

Łowicz, Zalipie, Bolimów. Każde z tych miejsc ma własny sposób opowiadania o przyrodzie za pomocą zdobień. Ich tradycje stały się inspiracją dla kompozycji kwiatowo-owocowo-warzywnych pokazanych podczas 49. Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw. W pałacowych wnętrzach rośliny spotkały się z ornamentami, którym przed laty dały początek.

.

MOŻESZ CHCIEĆ PRZECZYTAĆ TAKŻE:

.

Kwiat oglądany w ogrodzie ma swój kolor, kształt i porę kwitnienia. Przeniesiony na tkaninę, papier czy naczynie może pozostać z domownikami przez cały rok. Właśnie tę drogę – od żywej rośliny do znaku rozpoznawalnego w ludowym wzorze – pozwalała prześledzić ekspozycja. Wśród odniesień znalazły się również tradycyjne hafty i koronki.

Wystawa miała także ogrodniczy konkret. Prezentowano odmiany owoców i warzyw, w tym wyhodowane w skierniewickim instytucie. Obok opowieści o dawnych inspiracjach pojawiała się więc współczesna praca hodowców. Ten sam owoc można przecież oglądać dla jego urody, porównywać z innymi odmianami albo zastanawiać się, jak sprawdzi się we własnym ogrodzie.

Do programu towarzyszącego wpisano warsztaty o pszczołach i innych zapylaczach oraz pokazy garncarstwa i wikliniarstwa. Roślinne motywy łączyły się tu z wiedzą o przyrodzie i umiejętnościami przekazywanymi przez rzemieślników.

Pałacową wystawę przygotowali pracownicy Instytutu Ogrodnictwa – PIB. W weekend 19–20 września można było oglądać ją bezpłatnie.

W tej części święta jego nazwa nabierała dosłownego znaczenia. Kwiaty, owoce i warzywa stawały się materiałem artystycznym, a pałacowe komnaty – miejscem spotkania ogrodnictwa z pamięcią o tym, jak od pokoleń ozdabialiśmy własne domy.

Taki sens miała również przygotowana przez pracowników instytutu wystawa. Kompozycje kwiatowo-owocowo-warzywne odwoływały się do kultury łowickiej, zalipiańskiej i bolimowskiej, do haftów oraz koronek. Przypominały drogę roślinnego motywu z ogrodu na tkaninę, papier czy naczynie. Ekspozycję uzupełniały odmiany owoców i warzyw, także wyhodowane w Skierniewicach.

Podczas otwarcia Adam Nowak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, nazwał Instytut Ogrodnictwa „perłą polskiego sektora rolno-spożywczego”. Dziękował za pracę dla producentów i konsumentów, ale także za troskę o dziedzictwo wsi.

– Łączymy tradycję z nowoczesnością – podkreślał.

Prezydent Krzysztof Jażdżyk zwrócił uwagę na zmieniający się charakter miejskiego święta i rolę instytutu w zachowaniu jego ogrodniczej tożsamości.

– Dzisiaj oczywiście dużo koncertów, dużo handlowców, ale to dzięki wam od 49 lat co rok na tym święcie jest element najważniejszy. Kwiaty, owoce i warzywa. I za to bardzo dziękuję – mówił.

Zarówno prezydent, jak i wiceminister wspomnieli również o przyszłości osady pałacowej. Jażdżyk wyraził nadzieję, że zabytkowe miejsce będzie szerzej dostępne dla mieszkańców i przyjezdnych. Podczas uroczystości nie padły jednak termin ani szczegóły tych zamierzeń.

Dla Papierników związek z ziemią mierzy się codzienną pracą. Jerzy wspomina dni, które trwały po 16 godzin, i zabiegi w sadzie przeciągające się do nocy. W sadownictwie pogoda i potrzeby roślin wyznaczają terminy, których nie da się dowolnie przesuwać. O gospodarstwie opowiada jednak także jak o miejscu odpoczynku.

– Niech tylko pani popatrzy na ten sad. Czy to nie piękne? – pyta. – Czy to trzeba jeździć do Japonii, żeby oglądać kwitnące wiśnie? W Polsce też są.

Anna Wójcik-Brzezińska

Anna Wójcik-Brzezińska

napisz maila ‹
ostatnie aktualności ‹

Jak oceniasz ten artykuł?

Głosów: 5

  • 4
    BARDZO PRZYDATNY
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
    ZASKAKUJĄCY
  • 0
    PRZYDATNY
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 1
    NIEPRZYDATNY
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • Gość
    ~wyborca 0 18 dni temu

    kiedyś szlachta też się bawiła bez opamiętania.

    odpowiedz oceń komentarz  zgłoś do moderacji
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

Skierniewice

Unia Skierniewice – Termalica 2:2. Dwa powroty w...

Jeszcze jeden bak. Skierniewickie pożegnanie...

Człowiek na drugim końcu smyczy. Bieg z...

Otrzymałeś wezwanie do rozliczenia podatku z...

SKIERNIEWICE GŁOSUJĄ. 71 projektów pokazuje,...

Zmarł Andrzej Charzewski

Porodówka przed wyborem. Skierniewicki szpital...

Skierniewice kupują pompy przeciwpowodziowe....

Krew, pot i „Diablo”. Włodarczyk na treningu w...

eOGŁOSZENIA

Już teraz możesz dodać ogłoszenie w cenie tylko 5,00 zł za tydzień - POZNAJ NOWE OGŁOSZENIA