z miasta

na sygnale

  wydrukuj podstronę do DRUKUJ3 czerwca 2019 | 10:12 komentarzy 4

(fot. Anna Wójcik-Brzezińska)

– Tak trzeba było – mówi Jarosław Główka. Miała rozbitą głowę, pościerane ręce, obok leżał rozbity telefon, ślady krwi były na chodniku – opowiada. – Kolega przystąpił do działania, ja zadzwoniłem na pogotowie. Przyjechało po 10 minutach – relacjonuje Sławomir Frydman. Sytuację widział Paweł Felczyński, to on zabezpieczył dziewczynkę.

Z relacji tych, którzy ruszyli z pomocą wynika, że całej sytuacji przyglądały się osoby postronne, nikt nawet nie zadzwonił na pogotowie.

– Rozumiem, że silny atak epilepsji dla osoby, która nigdy wcześniej podobnego nie widziała , może być szokujący. Dziewczynka leżała na chodniku przed wejściem do szkoły. Nikt nie próbował nawet dla niej szukać pomocy, gdyby nie mój nauczyciel oraz panowie z firmy Protect nastolatka mogłaby nawet stracić życie – mówi Anna Łapska, dyrektor SP 1. – To bulwersujące. Ważnym aspektem tej sprawy jest wskazanie tych, którzy nieśli pomoc, nie wiem czy nie ważniejszym to, że przynajmniej sześć osób stało i obserwowało dziewczynkę bez reakcji, z czystego gapiostwa – dodaje.

Czternastolatka ataku padaczki dostała na chodniku. Ciało targane atakiem zobaczył nauczyciel. Jeszcze wtedy nie zdawał sobie sprawy, że to uczennica z SP 1.

Kilkaset metrów dalej jechali pracownicy ochrony.

– Zakręcaliśmy i wtedy kolega zobaczył dziewczynę – opowiada Sławomir Frydman.

– Wiele osób minęło ją, ci panowie zatrzymali się i udzielili niezbędnej pomocy – w imieniu samorządu i prezydenta przewodniczący rady miasta Andrzej Melon podziękował mężczyznom.

Oni mówią: – To nic nadzwyczajnego, nie ma o czym mówić. Każdy by się tak zachował.

Wiedzą, że nie każdy.

– Co mam powiedzieć, ludzie przechodzili, nie zwracali uwagi – przyznaje Jarosław Główka.

Zadzwonili na 112, nauczyciel w tym czasie podłożył dziecku pod głowę bluzę. Wiedział jak postępować, w szkole w której uczy jest kilkoro dzieci z epilepsją, wychowawcy przeszli specjalne szkolenia.

Na zdj. Paweł Felczyński

– My nie wiedzieliśmy co jej jest, ten nauczyciel zachowywał się profesjonalnie. Ja byłem przekonany, że to dopalacze, on nam powiedział, że dziewczynka ma atak choroby – opowiada Jarosław Główka.

– Nie czekaliśmy na pogotowie, chwilę po tym, jak ten pan z ochrony zadzwonił słychać było sygnał karetki, jechała od szpitala. W całej historii przerażające jest to, że koło dziewczynki przechodzili przechodnie, mijali ją, nie reagowali. Ktoś przystanął, by popatrzeć. A ona była cała poraniona, głową uderzyła o betonowy chodnik – opowiada Paweł Felczyński.

To nie pierwsza sytuacja gdy pedagog uratował życie dziecka. Ze wzruszeniem przypomina sobie, jak wyciągał z wody topiącą się nastolatkę. Osoby, z którymi spędzała popołudnie nad wodą były kompletnie pijane, nie zareagowały, gdy dramatycznie walczyła o życie.

Do tematu wrócimy w czwartkowym wydaniu „Głosu Skierniewic i Okolicy), 6 czerwca.

Anna Wójcik-Brzezińska

napisz maila ‹
ostatnie aktualności ‹

Jak oceniasz artykuł? Głosów: 27

  • 23
    BARDZO PRZYDATNY
  • 3
    ZASKAKUJĄCY
  • 1
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~Czytelnik 0 22 dni temu

    Droga Redakcjo. Jedna osoba w postaci Pana Jarka, a dwa różne nazwiska? Jak to możliwe?

    Edytowany: 22 dni temu

    odpowiedz oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Redakcja -1 22 dni temuocena: 100% 

    Dziękujemy za uwagę.

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.1618 sekundy